Tętnica szyjna
Emma wzięła głęboki oddech. Todd miał rację. We wrogim środowisku przestrzeni kosmicznej nie wolno nigdy chodzić na skróty. Sprawdziła szczelność śluzy załogowej, zaczekała, aż wyrówna się ciśnienie, i dopiero wtedy otworzyła następny właz prowadzący do śluzy wyposażeniowej. Tam szybko zdjęła rękawice. Rosyjski kombinezon zdejmuje się łatwiej niż amerykański, ale i tak zrzucenie plecaka z systemami podtrzymania życia i wyślizgnięcie się ze skafandra zajęło jej dużo czasu. Na pewno nie zdążę na czas, pomyślała, wierzgając wściekle, żeby oswobodzić stopy z górnej części kombinezonu. To rytm agonalny, przemknęło jej przez głowę. Miała ostatnią szansę, żeby uratować Dianę. Ubrana tylko w chłodzoną wodą bieliznę otworzyła właz prowadzący do stacji. Chcąc jak najszybciej dotrzeć do pacjentki, odepchnęła się od ściany i zanurkowała głową naprzód w otwór włazu. Coś mokrego chlapnęło jej w twarz, na chwilę ją oślepiając. Minęła uchwyt, zderzyła się z przeciwległą ścianą i przez kilka sekund dryfowała oszołomiona, mrugając powiekami i czekając, aż ustąpi piekący ból. Co mi wpadło do oczu? ? zastanawiała się. Tylko nie jajeczka! Proszę, tylko nie jajeczka… Powoli odzyskiwała wzrok, w dalszym ciągu nie rozumiała jednak, co przed sobą widzi. W pogrążonym w półmroku węźle unosiły się gigantyczne bańki. Poczuła, jak coś mokrego dotyka jej ręki, a potem zobaczyła czarny kleks, który rozlał się na jej rękawie. W różnych miejscach chłodzonej wodą bielizny zakwitały kolejne ciemne plamy. Przysunęła rękaw do światła. Przerażona spojrzała na wiszące w cieniu wielkie bąble. Było ich tak dużo… Szybko zamknęła właz, żeby uchronić przed skażeniem śluzę. Było zbyt późno, żeby zabezpieczyć resztę stacji; bańki dotarły już wszędzie. Dała nurka do modułu mieszkalnego, otworzyła zestaw ochronny i założyła maskę i gogle. Może krew nie była zakażona. Może zdoła się jakoś uratować. Odepchnęła się od ściany węzła i wpłynęła do Zarii. W porównaniu z amerykańską częścią stacji moduł rosyjski wydawał się skąpany w świetle. Krople krwi przypominały fruwające w powietrzu wesołe baloniki. Niektóre rozprysły się o ściany, barwiąc je na czerwono. Nie udało jej się ominąć jednej z olbrzymich baniek, która znalazła się dokładnie na jej drodze. Instynktownie zamknęła oczy, gdy krew zachlapała jej gogle. Dryfując na oślep, wytarła je rękawem i zobaczyła tuż przed sobą kredowobiałą twarz Michaela Griggsa. Wrzasnęła ze strachu i machając rękoma, próbowała się na próżno cofnąć. Nie mogła oderwać wzroku od wielkich czerwonych bąbli, wciąż przylegających do ziejącej na jego szyi rany. Stąd wzięła się cała ta krew ? z przeciętej tętnicy szyjnej. Mobilizując całą siłę woli, dotknęła szyi Griggsa z drugiej strony i poszukała pulsu.