Body Build

cabal online cabal online cabal online | Pozycjonowanie Ciało człowieka

Tętnica szyjna

wrzesień 25th, 2008

Emma wzięła głęboki oddech. Todd miał rację. We wrogim środowisku przestrzeni kosmicznej nie wolno nigdy chodzić na skróty. Sprawdziła szczelność śluzy załogowej, zaczekała, aż wyrówna się ciśnienie, i dopiero wtedy otworzyła następny właz prowadzący do śluzy wyposażeniowej. Tam szybko zdjęła rękawice. Rosyjski kombinezon zdejmuje się łatwiej niż amerykański, ale i tak zrzucenie plecaka z systemami podtrzymania życia i wyślizgnięcie się ze skafandra zajęło jej dużo czasu. Na pewno nie zdążę na czas, pomyślała, wierzgając wściekle, żeby oswobodzić stopy z górnej części kombinezonu. To rytm agonalny, przemknęło jej przez głowę. Miała ostatnią szansę, żeby uratować Dianę. Ubrana tylko w chłodzoną wodą bieliznę otworzyła właz prowadzący do stacji. Chcąc jak najszybciej dotrzeć do pacjentki, odepchnęła się od ściany i zanurkowała głową naprzód w otwór włazu. Coś mokrego chlapnęło jej w twarz, na chwilę ją oślepiając. Minęła uchwyt, zderzyła się z przeciwległą ścianą i przez kilka sekund dryfowała oszołomiona, mrugając powiekami i czekając, aż ustąpi piekący ból. Co mi wpadło do oczu? ? zastanawiała się. Tylko nie jajeczka! Proszę, tylko nie jajeczka… Powoli odzyskiwała wzrok, w dalszym ciągu nie rozumiała jednak, co przed sobą widzi. W pogrążonym w półmroku węźle unosiły się gigantyczne bańki. Poczuła, jak coś mokrego dotyka jej ręki, a potem zobaczyła czarny kleks, który rozlał się na jej rękawie. W różnych miejscach chłodzonej wodą bielizny zakwitały kolejne ciemne plamy. Przysunęła rękaw do światła. Przerażona spojrzała na wiszące w cieniu wielkie bąble. Było ich tak dużo… Szybko zamknęła właz, żeby uchronić przed skażeniem śluzę. Było zbyt późno, żeby zabezpieczyć resztę stacji; bańki dotarły już wszędzie. Dała nurka do modułu mieszkalnego, otworzyła zestaw ochronny i założyła maskę i gogle. Może krew nie była zakażona. Może zdoła się jakoś uratować. Odepchnęła się od ściany węzła i wpłynęła do Zarii. W porównaniu z amerykańską częścią stacji moduł rosyjski wydawał się skąpany w świetle. Krople krwi przypominały fruwające w powietrzu wesołe baloniki. Niektóre rozprysły się o ściany, barwiąc je na czerwono. Nie udało jej się ominąć jednej z olbrzymich baniek, która znalazła się dokładnie na jej drodze. Instynktownie zamknęła oczy, gdy krew zachlapała jej gogle. Dryfując na oślep, wytarła je rękawem i zobaczyła tuż przed sobą kredowobiałą twarz Michaela Griggsa. Wrzasnęła ze strachu i machając rękoma, próbowała się na próżno cofnąć. Nie mogła oderwać wzroku od wielkich czerwonych bąbli, wciąż przylegających do ziejącej na jego szyi rany. Stąd wzięła się cała ta krew ? z przeciętej tętnicy szyjnej. Mobilizując całą siłę woli, dotknęła szyi Griggsa z drugiej strony i poszukała pulsu.

Rytm zatokowy

wrzesień 25th, 2008

Z głośnym rykiem wyrwał w końcu rękę i poleciał do tyłu, ściskając nadgarstek i brocząc krwią, która oplatała go jasnymi wstęgami. Dopiero po chwili przestał się obijać o ściany i rozjaśniło mu się przed oczyma. Spojrzał na pogruchotaną twarz Diany, na jej pokrwawione, powybijane zęby. Na obrażenia, które zadał jej swoją własną ręką. Krzyk rozpaczy, który wydarł mu się z gardła, odbił się echem od ścian modułu. Co ja zrobiłem? Co ja zrobiłem? Podpłynął do Diany i wziął jej zmasakrowaną twarz w ręce. Nie czuł już bólu; przyćmiło go przerażenie i wyrzuty sumienia. Z gardła wydarł mu się kolejny krzyk, tym razem wściekłości. Walnął pięścią w ścianę modułu i zerwał zawieszoną przy wejściu plastikową zasłonę. Wszyscy i tak umrzemy. A potem jego wzrok padł na zestaw medyczny. Sięgnął do niego i wziął do ręki skalpel. Siedzący przy konsoli lekarza lotu Todd Cutler poczuł nagłe ukłucie niepokoju. Na ekranie widział odczyty biotelemetryczne Diany Estes. Jej EKG skoczyło nagle w górę i w dół: linia upodobniła się do zębów piły. Ku jego uldze nie trwało to długo. Tak samo gwałtownie linia wróciła do szybkiego rytmu zatokowego. Albo nas nie słyszy, albo nie chce odpowiedzieć, pomyślał Todd. Martwił ich jego stan emocjonalny. Czy tak kompletnie zamknął się w sobie, że ignoruje nawet pilne wezwania? Nagle utkwił wzrok w ekranie. EKG Diany Estes ponownie pokazało częstoskurcz komorowy. Komory kurczyły się tak gwałtownie, że nie mogły skutecznie pompować krwi. Nie były w stanie utrzymać ciśnienia krwi na odpowiednim poziomie. Pracujący na zewnątrz astronauci nie mogli wpaść tak po prostu do środka i wyjść z powrotem w przestrzeń. Woody Ellis nie powiedział tego na głos, ale myślał prawdopodobnie to samo co wszyscy w centrum kontroli lotu: nawet jeśli wezwą do pomocy pracujących na zewnątrz astronautów, w niczym nie zmieni to sytuacji. Diana Estes umrze tak czy owak. Ku przerażeniu Todda EKG na ekranie nie wracało już do normalnego stanu. Emma wspinała się najszybciej, jak mogła, po kolejnych szczeblach głównej kratownicy. W skafandrze Orlan-M czuła się powolna i niezgrabna. Dłonie bolały ją od wysiłku, jakiego wymagało zginanie palców w grubych rękawicach. Zmachała się porządnie przy naprawie przegubu; mięśnie drżały jej ze zmęczenia, a teraz świeży pot wsiąkał w podszewkę wewnętrznego kombinezonu.

Odgryziony język

wrzesień 25th, 2008

Balon krwi odpłynął od jej twarzy, ale przy ustach natychmiast zaczął formować się następny, zasilany krwią płynącą z języka. Griggs złapał plastikowy gryzak, już wcześniej przymocowany taśmą do noszy, i próbował wsadzić go Dianie między zęby, żeby uchronić miękkie tkanki przed dalszymi urazami. Nie był jednak w stanie rozsunąć zębów. Mięśnie szczęki należą do najsilniejszych w ludzkim ciele, a jej była zaciśnięta z całej siły. Chwycił strzykawkę z odmierzoną dawką valium i wsunął końcówkę w kranik kroplówki. Nacisnął tłoczek i prawie natychmiast konwulsje zaczęły słabnąć. Dał jej całą dawkę. Jej twarz zwiotczała. Dolna szczęka opadła. Diano? szepnął. Nie odpowiedziała. Przy jej ustach rósł nowy balon krwi. Musiał zastosować ucisk, żeby przestała płynąć. Otworzył zestaw medyczny, znalazł opakowanie ze sterylną gazą i rozerwał je. Kilka gazików odpłynęło w bok. Griggs ustawił się za głową Diany i delikatnie otworzył jej usta, żeby odsłonić pogryziony język. Diana zakaszlała i próbowała odwrócić głowę. Krztusiła się własną krwią. Wdychała ją do płuc. Nie ruszaj się, Diano. Przyciskając prawym nadgarstkiem zęby jej dolnej szczęki, żeby nie zamknęła ust, wziął w lewą dłoń garść gazików i zaczął ścierać nimi krew. Kark Diany wyprężył się nagle w nowym ataku konwulsji i w tym samym momencie zwarły się jej szczęki. Griggs wrzasnął głośno. Jej zęby wbiły się w miękką część jego dłoni. Ból był tak straszny, że zrobiło mu się ciemno przed oczyma. Czuł, jak ciepła krew pryska mu na twarz, widział tryskające wokół jasne krople swojej i jej krwi. Próbował się wyrwać, ale zęby Diany wbiły się zbyt głęboko. Balon krwi miał teraz rozmiary piłki do koszykówki. Przegryzła mi tętnicę, pomyślał. Nie mógł rozewrzeć jej szczęki; skurcz spowodował, że zacisnęła się z nadludzką siłą. Spowijała go fala mroku. Zdesperowany zacisnął wolną dłoń w pięść i walnął Dianę w zęby. Szczękościsk nie ustąpił. Uderzył ją ponownie. Piłka do koszykówki pękła na kilkanaście mniejszych baloników, zachlapując mu oczy i twarz. Nadal nie mógł otworzyć szczęki Diany. Wszędzie było teraz tyle krwi, że miał wrażenie, że w niej pływa, tonie, że nie może zaczerpnąć powietrza. Zamachnął się na oślep pięścią. Poczuł, jak w twarzy Diany pękają kości, nadal jednak nie mógł się wyrwać. Ból był nie do zniesienia. Ogarnięty paniką, nie dbał już o nic, chciał tylko położyć mu kres. Nie zdając sobie prawie sprawy z tego, co robi, raz po raz walił Dianę pięścią w twarz.

Marzenie

wrzesień 25th, 2008

W trzecim tygodniu, na wyraźne życzenie Gordona Obiego, zawarli zawieszenie broni. W ósmym tygodniu Griggs zaczął odwiedzać ją w domu. Z początku tylko na drinka: dwoje zawodowców omawiających zbliżającą się misję. A potem kwestie misji zeszły na dalszy plan i zaczęli poruszać bardziej osobiste tematy. Nieszczęśliwe małżeństwo Griggsa. Tysiąc innych spraw, które, jak się okazało, ich łączyły. Wszystko to mogło się oczywiście zakończyć tylko w jeden sposób. Ukrywali swój romans przed całym personelem. Dopiero tutaj, na stacji, koledzy zdali sobie sprawę z tego, co ich łączy. Gdyby wcześniej powstał jakiś cień podejrzenia, Blankenship niechybnie skreśliłby ich z misji. Nawet w dzisiejszych czasach rozwód astronauty oznaczał czarną krechę przy jego nazwisku. A gdyby przyczyną rozwodu okazał się romans z koleżanką z zespołu, delikwent mógł się śmiało pożegnać z następnymi przydziałami. Griggs na zawsze zasiadłby na ławce rezerwowych. Kochał ją od dwóch lat. Przez dwa lata za każdym razem, gdy kładł się obok swojej śpiącej żony, marzył o Dianie i wspólnej przyszłości. Któregoś dnia będą razem, nawet jeśli trzeba będzie odejść z NASA. To było marzenie, którym karmił się przez wszystkie te żałosne noce. Nawet po dwóch miesiącach wspólnego życia w zamkniętej przestrzeni, mimo wybuchających co jakiś czas między nimi kłótni, nie przestał jej kochać i nie zrezygnował ze swego marzenia. Aż do tej chwili. Wycofał się do kuchenki i otworzył spiżarnię. W środku były rosyjskie zapasy, różniące się od tego, co mieli w amerykańskim module mieszkalnym. Zobaczył zapakowaną próżniowo wędzoną rybę. Kiełbaski. Cały asortyment mało apetycznych rosyjskich specjałów. I wódkę ? małą butelkę, przysłaną przez Rosjan, rzekomo do celów medycznych. To może być ostatni drink, jaki razem wypijemy, pomyślał. Wlał trochę wódki do dwóch plastikowych torebek i dodał do nich wody, rozcieńczając napój Diany tak, żeby ledwie poczuła alkohol. Może jego smak przywoła szczęśliwe wspomnienia. Przypomni jej wieczory, które spędzili razem, oglądając zachody słońca na jej patio. Potrząsnął torebkami, żeby wymieszać wódkę z wodą, i obrócił się, żeby na nią spojrzeć. Z jej ust wykwitał jaskrawoczerwony balon krwi. Miała drgawki. Oczy stanęły jej w słup, zęby zacisnęły się na języku. Jego odgryziony kawałek trzymał się na luźnej nitce tkanki.

Blask chwały

wrzesień 25th, 2008

Już wcześniej zmuszeni byli naruszyć ustalony protokół. Zamiast spędzić w śluzie całą noc, przesiedzieli tam tylko cztery godziny. Teoretycznie powinno to ich uchronić przed chorobą kesonową, ale każda zmiana procedury zwiększała czynnik ryzyka. Emma kilka razy głęboko odetchnęła i poczuła, że paraliż mija. Griggs obserwował na monitorze Luthera i Emmę, którzy pracowali na zewnątrz stacji. Trutnie, pomyślał z rosnącą goryczą. Posłuszne roboty, skaczące tak, jak im zagra Houston. Przez wiele lat on także był trutniem. Dopiero ostatnio zrozumiał, jakie miejsce zajmuje w szerszym porządku rzeczy. On i wszyscy inni spisani byli na straty. Stanowili części zamienne, których jedynym zadaniem było doglądanie wspaniałego sprzętu NASA. Możemy tutaj wszyscy zdechnąć, ale tak jest, panie dyrektorze, stacja będzie lśniła jak złoto. Nie mogli już na niego liczyć. NASA zdradziła go, zdradziła ich wszystkich. Niech Watson i Ames grają role małych dzielnych żołnierzyków; on nie chciał w tym dalej brać udziału. Opuścił moduł mieszkalny, skierował się do rosyjskiej części stacji i wślizgnął do środka pod plastikową kotarą, która zasłaniała właz. Nie założył maski ani gogli: jakie to w końcu miało znaczenie? I tak wszyscy skazani byli na śmierć. Diana leżała przywiązana do noszy. Miała podkrążone oczy i spuchnięte powieki. Jej brzuch, niegdyś tak płaski i twardy, teraz był wzdęty. Wypełniony jajeczkami, pomyślał. Wyobraził sobie, jak rosną w niej, rozprzestrzeniając się pod bladym namiotem skóry. Delikatnie dotknął jej policzka. Otworzyła podbiegłe krwią oczy i próbowała skoncentrować wzrok na jego twarzy. To takie mało bohaterskie. Człowiek leży po prostu chory i bezużyteczny. Roześmiała się, a potem skrzywiła z bólu. Nie tak sobie wyobrażałam… odejście w blasku chwały. W blasku chwały. Tak każdy astronauta wyobraża sobie śmierć w kosmosie. Krótki moment przerażenia i szybka śmierć. W wyniku nagłej dekompresji albo pożaru. Nigdy nie spodziewali się czegoś takiego: powolnego i bolesnego odpływania, gdy człowieka pożera i trawi inna forma życia. Gdy jest opuszczony przez Ziemię. Poświęcony na ołtarzu ludzkości. Spisany na straty. Griggs mógł zaakceptować to w przypadku samego siebie, ale nie Diany. Nie potrafił przyjąć do wiadomości tego, że ją straci. Trudno było uwierzyć, że kiedy ją po raz pierwszy zobaczył, podczas szkolenia w Centrum Johnsona, wydała mu się chłodna i odpychająca: lodowata blondynka z wygórowanym mniemaniem o sobie samej. Raził go także jej brytyjski akcent: taki dźwięczny i kulturalny w porównaniu z jego teksaskim zaśpiewem. Po pierwszym tygodniu nie lubili się tak bardzo, że prawie się do siebie nie odzywali.